Zaloguj się Nowe konto


Witaj, Gość
Musisz się zarejestrować przed napisaniem posta.

Login/Adres e-mail:
  

Hasło
  





Szukaj na forum

(Zaawansowane szukanie)

Statystyki
» Użytkownicy: 2 582
» Najnowszy użytkownik: endomorfik
» Wątków na forum: 1 574
» Postów na forum: 10 162

Pełne statystyki

Użytkownicy online
Aktualnie jest 64 użytkowników online.
» 0 Użytkownik(ów) | 64 Gość(i)

Ostatnie wątki
Co działa a co nie - TEMA...
Ostatni post: pepsimax
Dzisiaj 15:14
» Odpowiedzi: 895
» Wyświetleń: 348564
Palenie spowalnia Twoje o...
Ostatni post: SCREAM
Wczoraj 10:50
» Odpowiedzi: 0
» Wyświetleń: 999
Drugi cykl enan deca mast...
Ostatni post: Lex
24.09.2017 13:13
» Odpowiedzi: 13
» Wyświetleń: 192
Co dalej? Wyniki po 3 tyg...
Ostatni post: SCREAM
22.09.2017 01:37
» Odpowiedzi: 9
» Wyświetleń: 137
Długi cykl masa + redukcj...
Ostatni post: slawek12
21.09.2017 19:56
» Odpowiedzi: 8
» Wyświetleń: 532

 
  Palenie spowalnia Twoje osiągi. Zwiększa produkcje miostatyny!
Napisane przez: SCREAM - Wczoraj 10:50 - Brak odpowiedzi

Palenie spowalnia Twoje osiągi. Zwiększa produkcje miostatyny!
powoduje zanik mięśni i zniedołężnienie

Dym papierosowy to źródło trujących substancji, które z każdym wdechem przedostają się poprzez płuca do naszego organizmu. Ilość substancji szkodliwych w jednym papierosie jest porażająca, aktualnie poznano około 4987 związków, a do najbardziej znanych i niebezpiecznych należą: nikotyna, tlenek węgla oraz substancje smoliste. Nic więc dziwnego, że owe „białe walce” oddziaływają negatywnie na zdrowie, a co za tym idzie na naszą sprawność fizyczną.

Dym papierosowy negatywnie wpływa na mięśnie.Naukowcy udowodnili, że palenie tytoniu powoduje zanik mięśni i zniedołężnienie. Komórki mięśniowe pod wpływem wysiłku fizycznego potrzebują substancji odżywczych do regeneracji i wzrostu. Osoby palące wykazują słabsze wykorzystywanie potrzebnych cegiełek budulcowych przez mięśnie do tych procesów, niż osoby niepalące, co kończy się słabszymi efektami wizualnymi i siłowymi. Prawda ta dotyczy zarówno mięśni bogatych we włókna czerwone, jak i białe.

Papierosy powodują również w naszym ciele zwiększoną produkcję związku o nazwie: miostatyna, która utrudnia (wręcz hamuje) rozrost i wzrost mięśni. Po drugie, dym papierosowy wytwarza enzymy, które wpływają na rozkład białek mięśniowych. Palacze, którzy chcą poprawić swoje umięśnienie, pod względem masy mięśniowej czy rzeźby, mają już na starcie utrudnioną drogę. Papierosy obniżają tempo budowy siły i masy mięśniowej. Mięśnie nie mogą prawidłowo zwiększać swoich wymiarów, ani odpowiednio regenerować się po wysiłku fizycznym.

Palenie spowalnia osiągi... i jest to potwierdzone nawet przez osoby które palą. Mówią wprost... nim zaczęły palić, czuły większą pompę na treningu. Widzą różnice w ilości przyrostu masy mięśniowej.Palenie obniża u palaczy wydolność co bezpośrednio wpływa na jakość wykonanego treningu

Reasumując...NIE PAL...
Spowalniasz maksymalne wykorzystanie potencji jaka w Tobie drzemie..



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Kofeina podnosi poziom testosteronu i obniża ból podczas wysiłku fizycznego
Napisane przez: SCREAM - 21.09.2017 12:23 - Brak odpowiedzi

Kofeina podnosi poziom testosteronu i obniża ból podczas wysiłku fizycznego

Legenda mówi, że kawa została „odkryta” około 850 roku n.e. w północnym Egipcie, przez pasterza kóz zwanego Khaldi. Pewnego dnia Khaldi zauważył, że gdy jego kozy zjadały czerwone jagody (ziarna kawowca) z krzewów, to zachowywały się bardzo dziwnie. Skakały w kółko i były bardziej ożywione niż zazwyczaj. Gdy Khaldi to zobaczył, zdobył się na odwagę i sam spróbował jagód, po czym zanotował niezwykły przypływ energii tuż po spożyciu ziaren. Następnie pasterz porozmawiał z kilkoma mnichami, którzy zadecydowali, że należy ziarna ugotować tak, aby powstał napar i… dzięki temu powstała kawa! Khaldi nie zdawał sobie sprawy z tego, ilu milionom sportowców pomoże to odkrycie. Kawa to dobry sposób, aby zacząć każdy dzień, ale niektórzy kulturyści uważają, że stosowanie funkcjonalnego jedzenia daje lepsze rezultaty.



Kofeina to związek, który zwiększa naszą uwagę i koncentrację, dzięki oddziaływaniu w kilku szlakach biochemicznych. Podstawowymi drogami, poprzez które kofeina stymuluje centralny system nerwowy są: bezpośrednia inhibicja fosfodiesteraz i zwiększanie ilości cyklicznego AMP, blokowanie receptorów adenozyny, stymulowanie uwalniania adrenaliny i zwiększanie wewnątrzkomórkowego poziomu wapnia. Wielu kulturystów może odczuwać drżenie mięśni, gdy spożywają za dużo kofeiny. Zostało udowodnione, że związek ten może wywoływać drżenie włókien mięśniowych bez ich skurczu oraz zależny od dawki całkowity skurcz mięśni przy podaniu kofeiny .


Adenozyna to przede wszystkim chemiczny inhibitor; kofeina blokuje działanie adenozyny. Kilka badań na zwierzętach potwierdziło, że adenozyna działa na specyficzne receptory, wywołując sen. Te receptory są rozproszone po całym organizmie i mózgu. Najnowsze badanie przeprowadzone na kotach, znanych śpiochach, dokładnie określa sieć pobudzenia, i potwierdza, że adenozyna to naturalny induktor snu. Naukowcy odkryli, iż naturalne stężenie adenozyny narastające w częściach mózgu w trakcie okresu wybudzenia u kotów, powodowało, że zwierzęta znów zasypiały.
Kofeina działa, łącząc się z receptorami dla adenozyny, co zapobiega połączeniu adenozyny ze swoim własnym receptorem. Dzięki temu kofeina nie pozwala nam zasnąć. Adenozyna blokuje również uwalnianie większości neurotransmiterów w mózgu, szczególnie dopaminy i dodatkowo może zahamować syntezę tego związku. Obniżony poziom dopaminy jest łączony ze zmęczeniem podczas wysiłku.


Kofeina, na równi z kreatyną, to jedyny suplement, o którym wciąż donoszą, że działa. W najnowszym magazynie International Journal of Sports Nutrition Exercise and Exercise Metabolism, badacze donoszą, że kofeina obniża ból podczas wyczerpującego wysiłku fizycznego. Badacze podali ochotnikom 5 mg kofeiny/kg masy ciała i kazali rozpocząć ćwiczenia na rowerze przy 80 procentach ich maksymalnego pułapu tlenowego. W porównaniu z ochotnikami, którzy zażyli placebo, grupa kofeinowa odczuwała zdecydowanie mniej bólu przy wykonywaniu ćwiczeń . To badanie potwierdza wcześniejsze doniesienia mówiące o tym, że spożywanie kofeiny wywiera, zależny od dawki, wpływ na obniżenie bólu mięśni nóg w trakcie ćwiczeń kolarskich (np.: im więcej kofeiny zażyje osoba, tym mniej bólu będzie odczuwać w trakcie wykonywania ćwiczeń) (2). Wyobraź sobie ile więcej powtórzeń można by wykonać, gdyby podwyższyć próg bólu.
Nie jest więc przypadkiem, że większość środków przeciwbólowych zawiera kofeinę. Udowodniono również, że związek ten obniża ból w mięśniach następnego dnia po wysiłku. Naukowcy opublikowali w Journal of Pain, że spożywanie kofeiny dwa dni po wykańczającym wysiłku fizycznym, obniża powysiłkowy ból mięśni i stymuluje produkcję energii . Inne badanie z tego miesiąca warte nadmienienia mówi o tym, że największe korzyści ze stosowania kofeiny wyciągną kulturyści ćwiczący w upale. Zostało udokumentowane, że zażycie kofeiny połączonej z wodą i węglowodanami w trakcie ćwiczeń w upale, spowoduje utrzymanie maksymalnego skurczu mięśni zależnego od naszej woli, pomimo odwodnienia . Korzyści z tego mogą czerpać kulturyści, którzy ćwiczą w „hardcoreowych” siłowniach bez klimatyzacji, albo ci, którzy trenują na słońcu.



Wielu sportowców nie widzi różnicy między kawą a kofeiną. Jednak kawa nie spowoduje tych samych efektów jak kofeina. Więc przedstawiamy kilka informacji na temat różnicy między kawą a kofeiną, co może być ciekawe w aspekcie kulturystyki. Przeprowadzono badania nad biegaczami, podając im godzinę przed 10 km trasą czystą kofeinę (4,5 mg na kg masy ciała) lub równowartość tej dawki w postaci kawy. Stężenia kofeiny w surowicy krwi były podobne u obu badanych grup, ale pozostałe wyniki były diametralnie różne. Co ciekawe pigułki z kofeiną wpłynęły na poprawienie wytrzymałości o 33 procent, obniżając czas biegu z 41 do 32 minut, podczas gdy równoważna dawka kawy nie spowodowała żadnej poprawy . W kawie są setki substancji chemicznych, z których część niekoniecznie sprzyja utrzymaniu dobrej kondycji fizycznej. Lepiej więc nie płacić $4 za kawę w Starbucs, gdy za taką samą cenę można kupić całą butelkę tabletek kofeinowych z gwarancją, że dadzą ci porządnego kopa.


Kofeina zwiększa poziom testosteronu

Gdy już myślisz, że kofeina nie może być lepsza, okazuje się, że jednak jest. Artykuł opublikowany w Journal of Sports Nutrition and Exercise Metabolism donosi, że kofeina podnosi poziom testosteronu podczas wysiłku fizycznego. Podczas badania grupie mężczyzn podano kofeinę w dawkach odpowiednio 200, 400 i 800 mg tuż przed ćwiczeniami siłowymi. Następnie ochotnicy wykonali 45-minutowy super ciężki trening (przysiady, ciągi i wykroki, zakończone 18-kilometrowym sprintem). Wyniki badań wskazują, że kofeina spowodowała, zależne od dawki, podniesienie poziomu testosteronu (najwyższa dawka spowodowała największy wzrost stężenia testosteronu). Podniesienie poziomu testosteronu zaszło już po 15 minutach wysiłku, przy zastosowaniu dawek 400 mg i 800 mg. Badacze sugerują, że dawki kofeiny większe niż 400 mg podane tuż przed ćwiczeniami siłowymi mogą przyczyniać się do zwiększania stężeń testosteronu.


Chwileczkę! Zanim zaczniesz jeść kofeinę żeby podnieść swój poziom testosteronu, ważne żebyś wiedział, że w wyżej opisanym badaniu naukowcy również ustalili, iż największe dawki kofeiny spowodowały największy wzrost poziomu kortyzolu i stężenie to utrzymywało się aż do okresu poćwiczeniowego . Naukowcy twierdzą, że kofeina wywiera pozytywne efekty, gdy chodzi o podnoszenie poziomu testosteronu, ale te efekty mogą być neutralizowane przez zwiększony poziom kortyzolu, do którego dochodzi po stosowaniu kofeiny. Więc, jak można wyciągnąć wszystkie korzyści z kofeiny, równocześnie usuwając szkodliwe efekty kortyzolu? Trzeba stosować węglowodany i niezbędne aminokwasy tuż po ćwiczeniach. Ochotnicy w przeprowadzonym badaniu nie otrzymali potreningowej mieszanki regeneracyjnej, czegoś, co większość kulturystów uważa za konieczność. Taka mieszanka wypita po zakończeniu ćwiczeń zredukuje działanie kortyzolu zarówno w trakcie, jak i po ćwiczeniach. Dla przykładu, mężczyźni mieli odbyć serie ćwiczeń siłowych i otrzymali albo placebo albo mieszankę z niezbędnymi aminokwasami i węglowodanami. W grupie otrzymującej placebo zanotowano znaczący wzrost stężenia kortyzolu po 30 minutach wysiłku fizycznego, a największy wzrost, o 105 procent, zauważono tuż po zakończeniu ćwiczeń. Poziom kortyzolu utrzymywał się na poziomie przekraczającym o 54 procent wartość średnią do 30 minut po zakończeniu ćwiczeń. Odwrotnie było w przypadku grupy, której podano mieszankę (aminokwasy + węglowodany). W tej grupie nie odnotowano żadnych znaczących zmian w poziomie kortyzolu w trakcie ćwiczeń, a 30 minut po ich zakończeniu poziom kortyzolu był 23 procent poniżej średniej. Po przeczytaniu, że kofeina może zwiększać poziom testosteronu, może nasunąć się pytanie, jak to jest możliwe? Opierając się na literaturze można stwierdzić, iż, katecholaminy czy adrenalina, to substancje, które mogą stymulować produkcję testosteronu. Odnotowano, że u mężczyzn biorących udział w zawodach (i wygrywających je) produkcja tego hormonu jest zwiększona. Takie zjawisko zdarza się również przy podwyższonym poziomie adrenaliny. Wskazuje to na właściwości adrenaliny do stymulacji wydzielania testosteronu.


Robert Sapolsky, światowej sławy endokrynolog badający małpy, donosi, iż gdy samce małp walczą między sobą o samice u osobnika, który zwycięża poziom testosteronu jest wyższy, podczas gdy u przegranego ilość tego hormonu jest mniejsza. Badacz twierdzi, że poziom testosteronu u małp może być podwyższany w wyniku działania innego mechanizmu niż szlak LH, i podobnie może być również u ludzi . Sugeruje on, że stres wpływający na układ sympatyczny stymuluje wydzielanie adrenaliny, a to z kolei w przeciągu kilku minut wpływa pobudzająco na wydzielanie testosteronu, podczas gdy kortyzol uwolniony z nadnerczy zahamowuje produkcję testosteronu w jądrach równie szybko. A zatem Robert Sapolsky podejrzewa, iż wyrzut adrenaliny spowodowany zwycięstwem, zwiększa poziom testosteronu i równocześnie obniża ilość produkowanego kortyzolu (związku obniżającego poziom testosteronu).


Badacze postanowili sprawdzić teorię adrenaliny i testosteronu, wykorzystując młodych mężczyzn. Ochotnicy zostali przydzieleni bądź do grupy podnoszącej ciężary (niski poziom katecholamin) albo do grupy wykonującej intensywne ćwiczenia (wysoki poziom katecholamin). Podnoszenie dużych ciężarów składało się z 4 serii przysiadów z 6 powtórzeniami, przy 90-95 procentach wykonania maksymalnej ilości powtórzeń (RM, z ang. repetition maximum). Umiarkowane podnoszenie ciężarów składało się z 4 serii 9-10 powtórzeń przy 60-65 procentach 1RM. Waga ciężarów i ilość powtórzeń została tak ustawiona, aby całkowita podnoszona waga w obu sesjach była taka sama. W grupie wykonującej 4 serie po 10 powtórzeń poziom testosteronu był zdecydowanie wyższy. Dodatkowo ilość hormonu wzrastała równolegle z poziomem adrenaliny. Badacze zasugerowali, że adrenalina i noradrenalina, związki, których ilość zwiększa się proporcjonalnie z intensywnością wysiłku fizycznego, mogły w znaczący sposób zwiększyć poziom testosteronu w odpowiedzi na serię ćwiczeń. Kofeina wywiera wiele farmakologicznych efektów, które mogą podnieść kondycję fizyczną. Najnowsze dowody popierają pogląd, że kofeina potrafi usprawnić krótkotrwałe intensywne ćwiczenia oraz zredukować ból. Główne działanie kofeiny polega na blokowaniu receptorów adenozyny związanych z centralnym układem nerwowym. Jest to najczęściej popierana teoria działania tego związku, wyjaśniająca podwyższające sprawność organizmu właściwości kofeiny.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Matka Kreatyny - Betaina- Cz I
Napisane przez: SCREAM - 13.09.2017 11:51 - Odpowiedzi (1)

Betaina-Matka Kreatyny




Kosubstraty to związki, ściśle współpracujące z enzymami w przenoszeniu grup chemicznych pomiędzy substancjami. Jednym z kosubstratów jest np. koenzym A (CoA), który zajmuje się przenoszeniem grup (rodników) acetylowych, czyli aktywnego kwasu octowego. Może on jednak przenosić również inne, aktywne kwasy karboksylowe, które wtedy – ogólnie nazywane są grupami (rodnikami) acylowymi. Kiedy CoA związany jest z przenoszonym rodnikiem acetylowym, nazywamy go acetyloCoA, zaś kiedy z rodnikiem acylowym – acyloCoA. To właśnie dzięki tym cechom CoA – mogą przebiegać zarówno reakcje sprzęgania aminokwasów z kwasem octowym, jak też w zasadzie – ze wszystkimi kwasami karboksylowymi.

Kosubstraty nie są związane z enzymem chemicznie, ale wiąże je miejsce działania. Enzymy działają bowiem w określonych przedziałach komórkowych. Właśnie z uwagi na ograniczone pole działania kosubstratów – organizm posługuje się jeszcze drugim kosubstratem. Taki drugi kosubstrat wiąże grupy chemiczne, magazynuje je i przenosi pomiędzy przedziałami komórkowymi. W przypadku rodników acetylowych i acylowych – drugim kosubstratem jest dobrze nam znana karnityna. Ponieważ przenosi ona wszystkie rodniki acylowe (kwasowe), więc wprowadza też kwasy tłuszczowe do miejsc ich spalania – do mitochondriów. Z tego powodu – stosujemy ją głównie, jako spalacz tłuszczu. Jednak już jej formę sprzężoną z rodnikiem acetylowym (kwasem octowym) – acetylokarnitynę (ALC) – stosujemy dla poprawy umięśnienia, gdyż – jako drugi kosubstrat w reakcjach acetylacji – dostarcza rodników acetylowych do kilku procesów, związanych z syntezą białek i generowaniem impulsów siłowych.

Układami dwóch kosubstratów organizm posługuje się standardowo… Innym, dobrze znanym przykładem jest układ – ATP/fosfokreatyna. ATP to pierwszy kosubstrat w fosforylacjach – reakcjach przenoszenia rodników fosforanowych, służących – między innymi – do skurczów włókienek i syntezy białek mięśniowych. Fosfokreatyna natomiast pełni rolę drugiego kosubstratu, przenoszącego rodniki fosforanowe pomiędzy przedziałami komórkowymi – z miejsc ich wytwarzania (mitochondriów) – do miejsc ich działania; do włókienek mięśniowych – generujących impuls siłowy, do kinaz – enzymów przenoszących sygnały anabolicznych hormonów, jak również do rybosomów – ostatecznie produkujących białka mięśniowe.

Może powyższa dygresja wyda się zbyt długa – niektórym czytelnikom, ale już wkrótce okaże się niezwykle istotna – przy omawianiu funkcji betainy…





Betainy.

Aminokwasy posiadają jednocześnie dwie grupy funkcyjne – aminową i karboksylową.

Możliwość tworzenia różnorodności białek i całego bogactwa przyrody ożywionej wynika właśnie z tego oto faktu: grupa aminowa jednego aminokwasu może wiązać grupę karboksylową innego – i tak dalej, i dalej – w nieskończoność…

W podobny sposób powstają aminokwasy sprzężone, kiedy to grupa aminowa aminokwasu wiąże grupę karboksylową jakiegoś kwasu organicznego. Jednak grupa aminowa może wiązać również inne, dowolne grupy funkcyjne. Z uwagi na swoje właściwości chemiczne, maksymalnie może związać – aż trzy… Właśnie jeden ze sposobów sprzęgania aminokwasów polega na wiązaniu przez grupę aminową – grup (rodników) metylowych. Aminokwasy sprzężone rodnikami metylowymi nazywane są metyloaminokwasami. Jeżeli grupa aminowa wiąże trzy rodniki metylowe, związek taki nazywamy trimetyloaminokwasem – lub prościej… – betainą.

Metyloaminokwasy zaabsorbowały uwagę badaczy, gdyż to właśnie one pełnią najczęściej funkcje drugich kosubstratów. Np. popularna kreatyna to właśnie metyloaminokwas – metyloguanidynoglicyna, zaś równie popularna karnityna to betaina – trimetylohydroksyaminomaślan.

Metyloaminokwasy są też składnikami Naszego pożywienia, chociaż ich wpływ na organizm jest dopiero, szczegółowo badany. Najwięcej metyloaminokwasów zawierają korzenie buraka, a dominuje tu ten, do którego przylgnęła na stałe nazwa betainy – trimetyloglicyna.



Betaina.

Wprawdzie badania betainy (trimetyloglicyny) trwają już kilkadziesiąt lat, to dopiero w ostatnim dziesięcioleciu udało się dowieść jej niebagatelnego znaczenia dla rozwoju formy. Dawniej – uboga metodyka badań biochemicznych nie pozwalała na określenie znaczenia dla organizmu reakcji metylacji, w których betaina pełni funkcję drugiego kosubstratu, jak fosfokreatyna w reakcjach fosforylacji i acetylokarnityna – acetylacji.

Pierwszym kosubstratem metylacji jest S-adenozylometionina (SAM), która dostarcza rodników metylowych – enzymom. Natomiast betaina przenosi rodniki metylowe pomiędzy przedziałami komórkowymi, tak jak fosfokreatyna rodniki fosforanowe, zaś acetylokarnityna – acetylowe. Układ betaina/SAM jest więc analogiczny do układów: acetylokarnityna/acetyloCoA i fosfokreatyna/ATP.

Poza metylacją, betaina bierze udział w jeszcze jednym procesie, niezwykle istotnym dla rozwoju zdolności wysiłkowych – syntezie glikocyjaminy – bezpośredniego prekursora kreatyny.





Matka kreatyny.

Wprawdzie mówimy zazwyczaj, że prekursorem kreatyny jest arginina, to aminokwas ten dostarcza jedynie drobnego fragmentu cząsteczki kreatyny – molekułę guanidyny. Drugim fragmentem jest metyloaminokwas, powstający z betainy – sarkozyna.

Pierwszy etap syntezy kreatyny zachodzi w komórkach nerek. Ponieważ, najwcześniej poznano reakcję argininy z glicyną, prowadzącą do powstawania produktu pośredniego – glikocyjaminy – w podręcznikach biochemii czytamy, że synteza kreatyny rozpoczyna się od reakcji argininy z glicyną, z wytworzeniem glikocyjaminy. Jednak, jak pokazują badania, ten pierwszy etap może być bardziej skomplikowany…

Wydawałoby się, że organizm nie ma żadnego kłopotu z pozyskaniem do syntezy kreatyny – glicyny – najpowszechniejszego składnika białek. Glicyna należy też do aminokwasów endogennych, czyli takich, które mogą być syntetyzowane w organizmie. Ponieważ jednak glicyna jest najpowszechniejszym aminokwasem, budującym białka, to 99% jej puli pozostaje związana w molekułach białkowych – w postaci nieprzydatnej do syntezy kreatyny. W tej sytuacji, organizm bez przerwy prowadzi jej syntezę – i to kilkoma szlakami metabolicznymi – na raz. Tak zapewnia sobie pulę wolnej glicyny – wykorzystywaną w wielu procesach metabolicznych.

Jednym ze szlaków tworzenia glicyny jest przemiana w nią – betainy. Podczas tej przemiany – powstaje też produkt pośredni, stanowiący fragment cząsteczki kreatyny – sarkozyna.

A więc na szlaku metabolizmu betainy – arginina reaguje nie tylko z powstającą cząsteczką glicyny, ale też bezpośrednio – z sarkozyną, co prowadzi od razu do powstania gotowej kreatyny – z pominięciem etapu produkcji glikocyjaminy. Jednak powstająca w ten sposób kreatyna trudno opuszcza komórki nerkowe. Pomimo, iż w nerkach może powstawać gotowa kreatyna, to niewiele z tej puli dociera do mięśni. Nerki są więc – w praktyce – jedynie „eksporterem” glikocyjaminy. Glikocyjamina łatwo opuszcza komórki nerkowe – przenika do wątroby, gdzie dopiero przekształca się w użyteczną kreatynę.

Wprawdzie dawniej próbowano suplementacji glicyny – jako sposobu stymulacji syntezy kreatyny, to jednak efekty były umiarkowane, gdyż nadmiar glicyny ulega utylizacji w wątrobie. Jedynie mała część glicyny jest tutaj metylowana, czyli przekształcana w betainę.

Znacznie skuteczniej syntezę kreatyny stymulowała właśnie betaina… Ta jest bowiem metyloglicyną – a więc formą glicyny – już jakby przetworzoną przez wątrobę, którą wątroba łatwiej przepuszcza dalej – między innymi – do komórek nerkowych i syntezy kreatyny.

Tak więc na pierwszym etapie syntezy kreatyny – betaina dostarcza głównie cząsteczek glicyny – do wiązania ich z argininą i wytwarzania molekuł glikocyjaminy.

Betaina jest również niezwykle pomocna na drugim etapie syntezy kreatyny – w wątrobie. Tutaj właśnie – docierająca z nerek glikocyjamina jest metylowana (wiązana z rodnikiem metylowym), co dopiero prowadzi do ostatecznego ukształtowania cząsteczki kreatyny. A jak pamiętamy – w reakcjach metylacji, betaina pełni bardzo doniosłą funkcję: jest przecież tutaj – bądź co bądź – drugim kosubstratem!

Ponieważ, ostatecznie betaina okazuje się przydatna – a nawet niezbędna – na każdym etapie syntezy kreatyny, dlatego śmiało możemy nazwać ją: „Matką Kreatyny”.

Cdn...



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Uwaga na tłuszcze zwierzęce!
Napisane przez: SCREAM - 07.09.2017 12:33 - Brak odpowiedzi

Jedną z podstawowych zasad żywieniowych w kulturystyce jest ograniczanie tłuszczu w pożywieniu. Jest prawdą, że nadmiar kwasów tłuszczowych może hamować progresje wyników i zwiększać przyrost tłuszczowej masy ciała, jednak drastyczne eliminowanie tego składnika pokarmowego w cale nie musi oznaczać poprawy wyników. Jak się okazuje propagowane przez szereg lat zalecenia 10-15% tłuszczu w diecie , już dawno przeszły do lamusa. Tym bardziej iż obecnie modne jest robienie masy bądź redukcji na tzw. tłuszczowce. Większość kulturystów, którzy niegdyś liczyli nawet tłuszcz w pomidorach, dzisiaj spożywa oleje łyżkami i propaguje spożywanie niektórych produktów będących obfitym źródłem tłuszczu. I rzeczywiście, rozsądek zwyciężył. Obecnie wiadomo, że zarówno w kulturystyce, jak i w innych dyscyplinach sportu najefektywniej sprawdza się dieta zrównoważona, w której spożycie tłuszczu waha się na poziomie 20-30%. Jak się okazało, przyczyną powstawania niekorzystnych zmian budowie ciała nie jest nie tyle ilość tłuszczu, co nieodpowiedni jego rodzaj.




Najbardziej niekorzystną formą lipidów pokarmowych są tłuszcze pochodzenia zwierzęcego, zawarte w tłustych gatunkach mięs i produktów mlecznych, a także tłuszcze poddane obróbce termicznej (smażenie). W produktach pochodzenia zwierzęcego występuje przewaga kwasów tłuszczowych nasyconych, będących dla organizmu jedynie źródłem energii. Nie one pełnią żadnych pożytecznych funkcji biologicznych w organizmie i wykorzystywane są przede wszystkim na potrzeby tkanki tłuszczowej. W wyniku nadkonsumpcji tłuszczów zwierzęcych dochodzi nie tylko do nadwagi, ale także niekorzystnych zmian w układzie sercowo-naczyniowym, co w połączeniu z lekami sterydowymi może doprowadzić do poważnych zaburzeń w stanie zdrowia. Ponadto należy pamiętać, że kwasy tłuszczowe nasycone utrudniają proces syntezy białek i glikogenu w mięśniach. Osoby zainteresowane uzyskaniem korzystnego składu ciała powinny wiec eliminować z diety produkty zwierzęce o zwiększonej zawartości tłuszczu zwierzęcego (wieprzowina, tłuste wędlin, sery żółte, topione, mleko pow. 1,5% tłuszczu, itp.). Uwagę na to powinny zwrócić przede wszystkim osoby nadużywające sterydy.



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  10 rad dla początkujących "koksów"
Napisane przez: SCREAM - 04.09.2017 19:51 - Brak odpowiedzi

10 rad dla początkujących "koksów"

Ogólnie rzecz biorąc, treningi najlepszych zawodowych kulturystów nie są dla amatorów, gdyż zawodowcy żyją w innych realiach (duże zaplecze finansowe) i korzystają z całego arsenału środków dopingujących (w zawodowej kulturystyce nie ma badań antydopingowych). Ponieważ jednak doskonale orientują się oni w kwestii rozbudowy mięśni, to - wyłączając z tego sprawy związane ze stosowaniem dopingu - warto korzystać z ich wiedzy treningowej, którą na miarę swoich potrzeb możemy wykorzystywać w swoich treningach.



Do tego celu mogą posłużyć uwagi czterokrotnego zdobywcy tytułu Mr. Olympia, Jaya Cutlera. Są one ukierunkowane na maksymalne wykorzystanie potencjalnych możliwości osoby trenującej, a zatem mogą się okazać bardzo przydatne dla każdego, kto na treningach ciężko pracuje nad poprawą swojej muskulatury



1 Stosuj tylko to, co przynosi ci efekty



W swoim podejściu do treningu Jay jest dość konserwatywny. Trudno
dopatrzeć się u niego jakichś nowinek technicznych czy ćwiczeń wykonywanych w sposób wyszukany na specjalnych maszynach. Od 20 lat Jay opiera swoje treningi na: wyciskaniu sztangi leżąc (mięśnie klatki piersiowej), przysiadach ze sztangą (mięśnie ud), podciąganiu sztangi do brzucha w opadzie tułowia (mięśnie grzbietu), unoszeniu przedramion ze sztangą lub sztangielkami stojąc (bicepsy) oraz wypychaniu w dół drążka górnego wyciągu stojąc (tricepsy). Dlaczego tak robi? Bo ćwiczenia te dają mu kapitalne efekty!


Wymienione ćwiczenia Jay uważa za fundament swoich treningów. Jak twierdzi, sprawdzają się one nawet w przypadku zatwardziałych hardgainerów (ektomorfików, którym trudno przychodzi rozbudowa masy mięśniowej). Jay zazwyczaj robi w seriach od 8 do 12 powtórzeń i uważa, że jest to najwłaściwsza liczba powtórzeń na rozwój umięśnienia.



2 Zwiększaj liczbę serii, nie liczbę powtórzeń

Konwencjonalne podejście zakłada, że na duże grupy mięśniowe należy robić 12-16 powtórzeń serii w 3 lub 4 ćwiczeniach. Jay jednak bywa niekonwencjonalny i często wykonuje nawet 3 razy więcej serii, nigdy nie dochodząc w nich do wyczerpana mięśniowego (brak siły na kolejne powtórzenie). Preferuje cięższe, ale krótsze serie, gdyż uważa, że serie z dużą liczbą powtórzeń prowadzą tylko do ogólnego wypalenia. Metoda Jaya daje większą gęstość mięśni, z czego jest on dobrze znany.



3 Odpoczywaj i... śpij tyle, ile potrzebuje twój organizm

Osoby początkujące mogą odnosić duże korzyści z treningu, na którym robią ćwiczenia na wszystkie grupy mięśniowe. Dla osób zaawansowanych nie ma jednak lepszego rozwiązania, jak dobrze zaplanowany trening dzielony. Jay przywiązuje ogromną wagę do tego, aby między treningami na tę samą grupę mięśniową była wystarczająco długa przerwa na regenerację. Uznaje jednak, że długość tej przerwy może być nieco inna dla każdej osoby, ale tym, co dla wszystkich osób jest niezmienne, to odpowiednia dawka snu. Jay uważa to za najważniejszą rzecz.



4 Nie odpoczywaj zbyt długo wtedy, gdy nie jest to wskazane

Wskazówką „odpoczywaj między seriami tak długo, jak potrzebujesz" niektórzy biorą zbyt dosłownie. Nawet między najcięższymi seriami Jay rzadko odpoczywa dłużej niż minutę. To pozwala mu na wykonanie większej liczby serii, uzyskanie większych przyrostów masy mięśniowej, spożywanie większych ilości pożywienia oraz utrzymywanie wielkości i jakości mięśni w doskonałej formie przez cały rok.


Poruszając ten temat, Jay powołuje się na różne badania naukowe. Wyniki badań przeprowadzonych na College of New Jersey pokazują, że gdy mężczyźni robili wyciskanie sztangi leżąc, stosując 30-sekundowe przerwy między seriami, to spalali o 50% kalorii więcej niż wtedy, gdy przerwy te trwały 3 minuty.

Inne badania, wykonane na University of Southern California, wykazały, że mężczyźni, którzy odpoczywali między seriami 1 minutę, uzyskiwali większe przyrosty masy
i siły mięśniowej niż ci, którzy odpoczywali 4 minuty.



5 Jeśli tego potrzebujesz, ćwicz grupę mięśniową 2 razy w tygodniu

Jay nigdy nie miał oporów, aby jakąś grupę mięśniową ćwiczyć 2 razy w tygodniu, jeśli czuł, że jest mu to potrzebne. Słynne są jego dwa treningi tygodniowo na mięśnie najszersze grzbietu, z których każdy był nieco inny. Na pierwszym treningu koncentrował się na przyciąganiu drążka górnego wyciągu do klatki piersiowej oraz na martwym ciągu, natomiast na drugim - na poziomym przyciąganiu drążka wyciągu do brzucha.




6 Oceniaj, i ponownie oceniaj...

Wyczynowy kulturysta powinien być bezlitosny w krytycznej ocenie swojej sylwetki, ponieważ na zawodach pewne jest tylko to, że sędziowie będą robili dokładnie to samo. Jay uczestniczył w sześciu konkursach Mr. Olympia, zanim udało mu się wygrać go po raz pierwszy. I ta nauczka, jaką wyniósł z tych pierwszych, przegranych turniejów, pozwoliła mu w końcu zatriumfować.
Wiele lat temu, gdy zdał sobie sprawę z tego, że jego mięśnie grzbietu i ud wymagają dopracowania, aby mógł zwyciężać w zawodach, odpowiednio przeprogramował swoje treningi, ćwicząc te mięśnie ciężej i częściej.




7 Ufaj swojemu organizmowi

Informacji na temat treningu siłowego i kulturystyki jest o wiele więcej niż da się przeczytać i wypróbować. Dotyczą one obciążeń, objętości i częstotliwości treningów, technik treningowych, a nawet pory dnia, w której należy iść na siłownię. Mogło by się wydawać, że taki kulturysta jak Jay Cutler, studiuje to wszystko i tylko czeka na jakieś nowe, małe tricki, które pomogłyby mu osiągnąć dalsze postępy. Wręcz przeciwnie - jego główny doradca jest wielce subiektywny: są to jego własne odczucia. Wszystko zależy od tego, jak się aktualnie czuje.


Cutler mówi - Trenuję wtedy, gdy mój organizm daje mi znać, że jest gotów na kolejny trening, ignorując np. naukowe zalecenia, że trening w godzinach wieczornych przynosi lepsze rezultaty. To, co jest dobre dla ciebie dzisiaj, nie musi być tak samo dobre jutro - twierdzi Jay.




8 Nie bój się improwizacji

Jay uważa, że posiadanie programu treningowego jest rzeczą ważną, jednak nie można czuć się nim aż tak związanym, aby niemożliwa była jakakolwiek improwizacja. Mogłoby się komuś wydawać, że takie podejście to recepta na porażkę w wypadku osób o niezbyt długim stażu treningowym. Jay uważa jednak, że daje ono szansę na to, aby pobyt na siłowni był interesujący, urozmaicony i bardzo efektywny. Aby ciągle chętnie szło się na trening mimo wielu lat treningów.




9 Odżywiaj się po mistrzowsku

Nawet jeśli nie aspirujesz do uczestnictwa w zawodach kulturystycznych, możesz dokonać niewyobrażalnych zmian w wyglądzie
swojej sylwetki, stopniu wytrenowania i ogólnym zdrowiu, stosując mistrzowskie podejście do sposobu odżywiania się. Dotyczy to zarówno czasu spędzanego w domu, w pracy, czy nawet w podróży. Jay zaleca - Radzę ludziom, aby tak samo dużo wysiłku wkładali w swoją dietę, jak wkładają w swoje treningi. Taki sposób myślenia u każdego zaowocuje dużymi zmianami, niezależnie od aktualnych celów treningowych.




10 Koncentruj się na mięśniach ud

Nie zapominajcie o tym, że nic nie robi tak dużego wrażenia, jak potężne mięśnie czworogłowe ud, Robiąc kilka serii przysiadów ze sztangą na barkach, a potem kilka serii wyprostów nóg (maszyna do ćwiczenia mięśni czworogłowych ud), nie uzyska się ich poprążkowanego wyglądu (definicji). Program treningowy Jay'a na mięśnie ud uwzględnia, oczywiście, te ćwiczenia, ale obejmuje także wypychanie nogami platformy suwnicy skośnej, przysiady na hack-maszynie, przysiady ze sztangą trzymaną z przodu i „spacerowanie" w formie wykroków. Stymulujcie mięśnie ud pod różnymi kątami, jak opisuje to Jay w swoim artykule „Mój najcięższy trening", a wtedy rezultaty też będą widoczne pod każdym kątem [patrzenia].



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Bezprecedensowy wywiad z anonimowym zawodowym kulturystą ze światowej czołówki PRO
Napisane przez: SCREAM - 25.08.2017 19:58 - Brak odpowiedzi

Bezprecedensowy wywiad z anonimowym zawodowym kulturystą ze światowej czołówki PRO


„Na hormon wzrostu, który jest najdroższym środkiem, jaki stosuję, wydaję rocznie ponad 30.000 dolarów. Sporo płacę fachowcom, którzy wyjaśniają mi, jak ten środek stosować. Inne formy dopingu (sterydy), które stosuję, są znacznie tańsze. Oczywiście, lubię duże mięśnie, ale gdy ich wielkość mnie zadowala i tak wywierana jest na mnie silna presja, abym dalej je powiększał. W zeszłym roku zmuszony byłem zwiększyć masę o kolejne 11 kg. Mój ogólny wygląd i proporcje na tym tracą, ale dla sędziów i dla publiczności liczy się głównie wielkość mięśni.



Na razie nie widzę tendencji, aby ktokolwiek starał się zahamować wzrost masy mięśniowej u zawodników. Kulturystyka zawodowa to sport poza wszelką kontrolą, a my wyglądamy coraz bardziej jak dziwadła z monstrualną masą mięśniową. Jedynym wyjściem jest zmiana preferencji sędziów w ocenie sylwetek i docenianie proporcji sylwetki i kształtu mięśni, a nie jedynie ich wielkości. Sylwetki takich zawodników z przeszłości jak Lee Labrada czy też Bob Paris spełniają te kryteria.





Wracając do kwestii dopingu... Muszę codziennie brać 3-4 zastrzyki oraz liczne środki doustne I w praktyce odbywa się to przez cały rok. Nie mogę pozwolić sobie na przerwy w stosowaniu dopingu. Ich lista jest bardzo długa. Do tego dochodzą środki pobudzające wydzielanie testosteronu, blokujące wydzielanie estrogenu czy też środek zwiększający działanie hormonu wzrostu. Okresowo przez 6 tygodni biorę środek zapobiegający ginekomastli.


Kilka lat temu miałem problem z tkanką tłuszczową na piersiach, niestety po usunięciu tej tkanki problem wciąż się pojawia. Okresowo stosuję „ciężkie” środki androgenne na zmianę z „lżejszymi” anabolikami. Stosuję także środki pozwalające ciężej trenować, zwiększające ukrwienie w mięśniach, jak również środki zapobiegające zanikowi jąder i Innym efektom ubocznym. Zdarza się, że w trakcie zawodów mój mocz zawiera śladowe Ilości krwi. Badam krew co 2 miesiące. Oczywiście, mam znacznie podwyższony poziom cholesterolu oraz podwyższone ciśnienie krwi, szczególnie gdy stosuję stymulanty w trakcie treningu. W sumie na środki farmakologiczne rocznie wydaję ponad 60.000 dolarów.

W zeszłym roku koszty wzrosły, ponieważ musiałem zacząć stosować środek (...), który stosowała cała czołówka zawodników, a ja nie mogłem od nich nie odstawać. Jeden gość, miły facet w ciągu roku „urósł” od niego o 13 kg suchych mięśni. Gdy ktoś obcy na siłowni pyta, co biorę to odpowiadam, że tylko środki z proteiną. 0 moich sekretach wie tylko kilku przyjaciół. Tak naprawdę większość nielegalnych środków wśród czołowych zawodników rozprowadza jeden człowiek. Z innymi kulturystami z czołówki w praktyce nie rozmawia się o treningu. Główny temat rozmów to doping

Nie każdy człowiek tak samo reaguje na doping. Trzeba mieć odpowiednie predyspozycje genetyczne, aby mięśnie urosły do tak dużych rozmiarów.

Testów antydopingowych nie obawiam się, ponieważ zawsze ktoś opracuje nowy środek nie będący na liście środków zakazanych, zmieniając np. nieco budowę molekularną środka zakazanego. Znam zawodnika z czołówki, który jest na najlepszej drodze do tego, aby umrzeć. Mimo tego stosuje niesamowicie duże ilości środków dopingujących, aby wygrać w końcu zawody. Wydaje mi się, że on stawia wszystko na jedną kartę: albo wygra zawody albo umrze. W ciągu następnych kilku lat spodziewam się kilku zgonów zawodników z czołówki. A tamten gość kilka lat temu miał naprawdę fajną sylwetkę bez przerostu masy mięśniowej. A teraz rośnie mu głowa, rosną mu organy wewnętrzne, wszystko ma przerośnięte wygląda to fatalnie.

Aby optymalnie wyglądać na scenie w czasie zawodów, stosujemy bardzo szkodliwe środki diuretyczne. Ja przed zawodami stosuję monitoring pracy serca. Po tych środkach czuję się bardzo źle. Niektórzy stosują narkotyki, np. kokainę i to nie dla przyjemności, ale aby „zabić” głód w okresie tuż przed zawodami, gdy drastycznie obniżona jest liczba spożywanych kalorii. Firmy produkujące suplementy zwiększają sprzedaż dzięki naszym zdjęciom użytych do reklamy. Ich zarobek jest ogromny, a płacą bardzo mało albo nic. Co smutne, znam przypadki wśród kulturystów męskich prostytutek. Nie każdego stać na drogie środki dopingujące, więc oni w ten sposób zarabiają na doping. Nie wierzcie w ładowanie węglowodanami i regulację poziomu sodu przed zawodami. Bez dopingu to kompletnie nic nie warte. Suplementów, odżywek ani witamin nie używam. Po prostu wszystkie pieniądze „idą" na zakazany, ale efektywny, w działaniu doping.

Miewam okresowo stany depresyjne oraz trudne do opanowania napady agresji. Zawody kulturystyczne profesjonalistów to wojna „chemiczna”. Zdarzają się sytuacje ekstremalne, np. spotykam kulturystę ze złamaną ręką, tłumaczy, że sobie ją złamał, a prawda była nieco inna - nie miał pieniędzy, aby zapłacić za dostarczony mu wcześniej przez dilera hormon wzrostu i został za to ukarany.

Wielu z nas, ja również, kupuje środki dopingujące w Meksyku. Na zawody w Europie zawsze zabieramy ze sobą doping kupiony wcześniej. Stosuję również środki w postaci zastrzyków, np. w bicepsy, które na pewien czas powiększają ich wielkość. Zawodnik (...) bierze przed zawodami od 80 do 100 takich zastrzyków. Boli to strasznie. Znieczula się narkotykami. Niestety, środek jest niepewny - może np. zacząć zaniknąć jego efekt kilka dni przed zawodami i wtedy jest kłopot, bo mięśnie wyglądają nienaturalnie, zwisają i są zniekształcone.


Środkami dopingującymi handlują również zawodnicy, ale obecnie skala tego zjawiska się zmniejszyła. Bardzo niebezpieczna jest insulina - oczywiście stosuję ją. Czuję się po niej ociężały, mam bóle głowy, jestem osłabiony, z większą trudnością oddycham. Środek bardzo niebezpieczny. Każdy z nas miał jakieś problemy z tym środkiem. Kilka razy byłem w szpitalu z powodu stosowania insuliny. Miałem duże problemy z brakiem glukozy w wątrobie. Byłem w stanie tuż przed śpiączką, mój mózg przestawał funkcjonować. To były najgorsze odczucia, jakie miałem w całym swoim życiu"



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  SEKRETY DHT
Napisane przez: SCREAM - 18.08.2017 13:12 - Odpowiedzi (1)

Dihydrotestosteron (DHT) jest metabolitem testosteronu – ważnego hormonu anabolicznego, rozwijającego nasze muskuły. Im więcej w organizmie testosteronu, tym większy też poziom DHT. Długi czas uważano, że DHT nie ma żadnego wpływu na mięśnie a tylko odpowiada za niepożądane efekty działania testosteronu – łojotok, łysienie i przerost prostaty. Jednak tym, starym poglądom wydają się przeczyć wyniki nowych badań i opinie sportowców… Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że stosowanie testosteronu łącznie z lekami lub suplementami, hamującymi jego przemianę do DHT, daje słabsze efekty anaboliczne, aniżeli ‘czysta kuracja testosteronowa’, pozbawiona podobnej protekcji…? Czyżby nie było więc tutaj alternatywy…? Czy wysoki testosteron i duże muskuły muszą kojarzyć się z pryszczami, łysiną i problemami z siusianiem…?



Każdy adept sportów siłowych wie doskonale, że testosteron jest jednym z najważniejszych hormonów anabolicznych – takich, które zatrzymują białko w tkance mięśniowej i promują rozwój muskulatury. Testosteron należy do grupy androgenów – męskich hormonów płciowych. Wprawdzie poznaliśmy już całą masę hormonów anabolicznych, takich jak insulina, GH czy IGF, jak również zsyntetyzowaliśmy szeroką gamę leków anaboliczno-androgennych, to jednak – pośród sportowców – pik popularności testosteronu utrzymuje się niezmiennie, od ponad półwiecza, na najwyższym poziomie. Duże znaczenie mają tu empiryczne doświadczenia sportowców z testosteronem – wykazujące, że hormon ten najskuteczniej rozwija siłę w proporcji do masy mięśniowej, co nabiera szczególnego znaczenia np. w dyscyplinach z limitami wagowymi. Dlatego też wielką popularnością cieszą się w sporcie suplementy diety, zwane testoboosterami, podnoszące poziom testosteronu (np. Tribusteron 90 który możecie kupić ze zniżką wpisując duzymi literami CSM05 tu http://www.muscle-zone.pl/tribulus/tribu...0-120-kaps ). Nie mniejszą również – farmaceutyczne preparaty samego hormonu. Tu na ich atrakcyjność wpływa niska cena – przystępna w porównaniu z innymi anabolikami, takimi jak IGF czy GH. Kolejna sprawa – to relatywnie wysokie bezpieczeństwo stosowania testosteronu, np. w porównaniu z taką insuliną. Ponadto – testosteron znakomicie wzmacnia aktywność innych anabolików, przez co stanowi cenny dodatek do ‘kuracji’ prowadzonych z wykorzystaniem miksów GH, insuliny i IGF. I w końcu – testosteron wciąż pozostaje związkiem, którego stosowania relatywnie trudno dowodzić, a więc wdzięcznym do aranżacji przeróżnych manipulacji dopingowych. Testosteron to pierwszy hormon, zastosowany jako środek anaboliczny, jeszcze przed rozpoczęciem II wojny światowej. Widzimy jednak, że stary testosteron trzyma się dobrze i niezmiennie króluje pośród anabolików.



Testosteron wnika do komórek mięśniowych, gdzie łączy się ze swoistym białkiem, wyspecjalizowanym w jego wiązaniu – receptorem androgenowym (AR). Receptor androgenowy jest jednocześnie czynnikiem transkrypcyjnym, który – aktywowany testosteronem – pobudza geny do produkcji białek. Pobudzone geny wzmagają teraz syntezę tych biomolekuł – zarówno białek strukturalnych, np. białek kurczliwych włókienek mięśniowych, jak też białek enzymatycznych i sygnałowych – a pośród tych ostatnich – np. czynników wzrostowych i lokalnych hormonów tkankowych o aktywności anabolicznej, które aktywują inne czynniki transkrypcyjne, pobudzające następne geny do produkcji kolejnych białek mięśniowych. Masa i siła mięśni rośnie… Jednak w ten, bezpośredni sposób testosteron działa w zasadzie, jedynie w tkance mięśniowej. W innych tkankach, zależnych od androgenów lub wrażliwych na ich działanie, testosteron jest tylko prohormonem. W komórkach tych tkanek, białko receptora androgenowego nie stanowi głównego celu dla testosteronu. Celem tym pozostaje natomiast białko pewnego enzymu – 5 alfa reduktazy. Pod wpływem 5 alfa reduktazy dochodzi do przemiany testosteronu w DHT, który to dopiero wiąże receptory androgenowe i pobudza geny do produkcji białek strukturalnych, enzymatycznych i sygnałowych, powiększających masę danego narządu czy tkanki. Takie zdarzenia zachodzą właśnie w prostacie, co prowadzi do przerostu tego gruczołu i związanych z tym dolegliwości. Również – w gruczołach łojowych… Pod wpływem DHT – gruczoły te rozrastają się i produkują więcej łoju, co sprzyja pojawieniu się cery trądzikowej i rozwojowi łojotokowego zapalenia skóry. Kiedy natomiast przerastają gruczoły łojowe mieszków włosowych na głowie, dochodzi do miniaturyzacji mieszków – a w konsekwencji – charakterystycznego łysienia typu androgenowego.
Jeżeli więc zwiększamy w organizmie poziom testosteronu – czy to treningiem siłowym, czy odpowiednią dietą, czy suplementami diety, czy w końcu zastrzykiem gotowego hormonu – poprawiamy wprawdzie znacząco konstytucję naszej muskulatury, ale jednocześnie przyspieszamy też proces łysienia oraz narażamy się na rozwój problemów skórnych i urologicznych.



Jednak drobne problemy z pryszczami, łysieniem czy prostatą nie będą w stanie powstrzymać ambicji panów ćwiczących rekreacyjnie, rozmiłowanych w sportach siłowych, a już tym bardziej – sportowców wyczynowych, zdeterminowanych na sukces. Teraz, zazwyczaj, w ruch wchodzą inhibitory 5 alfa reduktazy – ‘specyfiki’ ograniczające aktywność tego enzymu, a tym samym – blokujące produkcję DHT i obniżające poziom tego hormonu we wnętrzu komórek docelowych. Amatorzy, podnoszący poziom testosteronu treningiem, dietą lub testoboosterami, wykorzystują przeważnie łagodniejsze środki ziołowe. Najczęściej – preparaty oparte o ekstrakty z owoców palmy sabalowej, takie jak np. Prostatan. Wyczynowcy, ‘sypiący konkretny towar’ – Undestor, Omnaderen czy Testosteronum Prolongatum – potrzebują zazwyczaj czegoś silniejszego… Sięgają więc najczęściej po finasterdy i dutasteryd – substancje lecznicze, skutecznie obniżające poziom DHT. Odpowiednio – o 70 i 90 procent. Takie postępowanie podyktowane jest przykrymi doświadczeniami poprzednich pokoleń siłaczy… U wielu z nich – długotrwałe przyjmowanie wysokich dawek testosteronu doprowadziło do tak poważnych problemów urologicznych, że koniecznością okazywało się cewnikowanie pęcherza i operacyjne leczenie gruczołu krokowego.

Teoretycznie, postępowanie takie, polegające na hamowaniu aktywności 5 alfa reduktazy, wydaje się ze wszech miar korzystne… Jeżeli zablokujemy wytwarzanie DHT, to – nawet przy dużym bonusie testosteronu – zminimalizujemy ryzyko trądziku, łysienia i przerostu prostaty. Jeżeli zmniejszymy przemianę testosteronu do DHT, to więcej tego pierwszego, niezmienionego hormonu pozostanie do rozwoju muskulatury, bo pamiętamy, że w muskułach testosteron działa bez uprzedniego przekształcenia do DHT.Hamowanie produkcji DHT zapobiegnie też innym problemom zdrowotnym, związanym z nadużywaniem testosteronu… DHT jest ważnym regulatorem tzw. osi podwzgórze-przysadka-gonada. Podwzgórze uwalnia bowiem gonadoliberynę, która stymuluje przysadkę do uwalniania gonadotropiny – hormonu podtrzymującego funkcje życiowe jąder i pobudzającego je do produkcji testosteronu. Wytworzony w jądrach testosteron przenika teraz z obiegiem krwi do wielu tkanek (np. mięśni, skóry, prostaty), w tym – również i do mózgu. Tutaj hamuje aktywność podwzgórza i przysadki, co nazywamy efektem ujemnego sprzężenia zwrotnego i co stanowi mechanizm regulacyjny – ograniczający przyrost masy jąder i produkcję testosteronu, zabezpieczający przed nadmiernym wzrostem poziomu tego hormonu w organizmie. Kiedy jednak dostarczamy długi czas z zewnątrz wysokich dawek testosteronu, ten tak skutecznie blokuje wydzielanie gonadotropiny, że nieraz dochodzi nawet do zaniku jąder. Jednakże w mózgu, tak jak w większości tkanek, testosteron nabiera właściwej aktywności, dopiero po przekształceniu w DHT. Nietrudno zgadnąć, że zablokowanie tego przekształcenia zniesie hamujący wpływ testosteronu na podwzgórze i przysadkę, i ochroni jądra przed fatalnymi skutkami niedoboru gonadotropiny. Warto też zauważyć, że u kolegów korzystających z naturalnych metod podbijania testosteronu, hamowanie powstawania DHT doprowadzi do zniesienia blokady osi podwzgórze-przysadka-gonada i dodatkowego wzrostu poziomu naszego hormonu. I faktycznie – podczas stosowania inhibitorów 5 alfa reduktazy odnotowywano zazwyczaj wyższe wartości testosteronu w surowicy krwi.



Pojawia się problem…

W teorii wszystko wygląda cacy…!

Blokada 5 alfa reduktazy powinna nie tylko chronić nas przed wszelkimi efektami niepożądanymi, związanymi z przyjmowaniem zewnętrznego testosteronu, ale jednocześnie wzmacniać jego anaboliczną aktywność w obrębie tkanki mięśniowej. Problem w tym, że obserwowana empirycznie sytuacja rysuje się zgoła inaczej… W opinii użytkowników – dodatek inhibitorów 5 alfa reduktazy do ‘kuracji testosteronowej’ obniża jej efektywność anaboliczną. Co może jednak leżeć u podstawy takiego stanu rzeczy…?

Koniec częsci 1



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Posiłek potreningowy i niejedzenie po 18
Napisane przez: SCREAM - 08.08.2017 10:40 - Brak odpowiedzi

Posiłek potreningowy i niejedzenie po 18


O tym, jak ważnym posiłkiem jest śniadanie wie prawie każdy. Często zapomina się jednak o posiłku potreningowym. Niejedzenie po 18 również jest często praktykowaną metodą żywieniową. Warto to zmienić!

Posiłek potreningowy jest niezwykle niedoceniany, często zostaje pominięty. Należy uzmysłowić sobie, że rangą ważności można z powodzeniem porównać go do śniadania. Jego pominięcie sprawia, że organizm ma duże trudności z regeneracją, a efekty ćwiczeń mogą być mizerne.




Kiedy?

Posiłek potreningowy powinien zostać spożyty jak najszybciej po zakończonym wysiłku bądz max do godziny po.. Powinny to być cukry proste o możliwie wysokim indeksie glikemicznym, ponieważ organizm jest „głodny” energii, która została zużyta podczas wysiłku – musi uzupełnić zapas glikogenu.

Doskonałym rozwiązaniem będzie 100 proc. sok owocowy lub suszone owoce. O ile w ciągu dnia należy unikać takich produktów, ponieważ grożą odkładaniem tkanki tłuszczowej i wahaniem poziomu cukru, po treningu sprawdzą się znakomicie!

Kolejny posiłek powinien być znacznie bogatszy, zawierać pełnowartościowe proteiny oraz węglowodany złożone o średnim indeksie glikemicznym.

Dobrym przykładem może być porcja makaronu pełnoziarnistego lub białego ryżu z warzywami i dodatkiem chudego mięsa lub ryby.




Po 18

Niejedzenie po 18 jest błędem! Daje szybkie, krótkotrwałe efekty w postaci utraty wagi, ale spowalnia metabolizm. To sprawia, że jesteś bardziej narażony na wystąpienie efektu jo-jo.

Ta dość popularna metoda sprawdza się, ponieważ zwyczajnie spożywamy mniej kalorii. Należy jednak podkreślić, że w nocy, mimo, że metabolizm jest wolniejszy, organizm wciąż potrzebuje pewnych makroskładników. Są to przede wszystkim aminokwasy, cząsteczki które budują białka. Uczestniczą one w produkcji m.in. hormonów.

Najdłużej uwalniane proteiny pochodzą z kazeiny – białka mleka, mimo to, wystarczają na maksymalnie 6-7 godzin. Jeśli więc spożyjemy „kazeinową” kolację około godziny 18, okaże się, że już po północy brakuje aminokwasów. Organizm oczywiście radzi sobie z tą sytuacją, „trawiąc” mięśnie (włókna mięśniowe zbudowane są właśnie z aminokwasów). Uszczuplenie zapasów tej tkanki prowadzi w szybkim czasie do spowolnienia metabolizmu.

By temu zapobiec, ostatni posiłek należy spożyć około 1-1,5 godziny przed snem (niezależnie, która to godzina), unikając jednak chleba, produktów zbożowych i owoców. Nie powinien on dostarczać więc energii w postaci węglowodanów, a jedynie bezpieczne proteiny, które nie niosą specjalnego ryzyka przyrostu tkanki tłuszczowej. Taki zabieg sprawia, że przez większość czasu naszego snu, organizm może czerpać ze spożytych aminokwasów.

Ma to też dodatkową zaletę, białko zwiększa nieco termogenezę, co jest kolejnym czynnikiem przyczyniającym się do utraty wagi.

Należy pamiętać, że ostatni posiłek powinien być lekki, by nie przeszkadzał w spaniu



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Ginekomastia czyli męski problem
Napisane przez: SCREAM - 01.08.2017 09:18 - Brak odpowiedzi

Piersi to podstawowy, widoczny na pierwszy rzut oka, atrybut kobiecości. Problem powstaje wtedy, gdy ów atrybut zaczyna dotyczyć mężczyzny

Bartosz, młody, ponad dwudziestoletni mężczyzna, zdecydował się na usunięcie zalegającej w piersiach tkanki tłuszczu, kiedy ćwiczenia fizyczne na siłowni nie przynosiły efektów.

– Czasem tak po prostu jest. Nie można powiedzieć tkance tłuszczowej, żeby zniknęła akurat z tego, a nie innego miejsca – tłumaczy swoją decyzję. Przyznaje również, że odstające pod koszulką piersi były dla niego przyczyną kompleksów.
U Bartosza problemem była przede wszystkim zalegająca tkanka tłuszczowa. Większym problemem u mężczyzny jest, kiedy mamy do czynienia z przerostem tkanki właściwej gruczołu sutkowego. Aby pozbyć się tejże tkanki potrzeba ingerencji chirurgicznej. Nie można jej zlikwidować dietą ani ćwiczeniami. Ale po kolei.



Czym jest ginekomastia?

Ginekomastią zwykło się potocznie nazywać zabieg usunięcia tkanki tłuszczowej lub gruczołowej (lub obu), podczas gdy jest to przede wszystkim nazwa choroby, która z różnych przyczyn, obustronnie lub jednostronnie, może pojawić się u mężczyzny w każdym wieku. Według różnych badań, problem ginekomastii dotyczy 40 – 50 proc. męskiej populacji, na którymś z etapów życia.

Właściwie należałoby rozróżnić dwa pojęcia: lipomastię i ginekomastię. Większość mężczyzn boryka się właśnie z pierwszą przypadłością, czyli nadmiarem tkanki tłuszczowej nagromadzonej właśnie w okolicy piersi. Drugi termin określa problem związany również z tkanką gruczołową. Niemniej, pojęć używa się wymiennie lub zamiennie. Aby stwierdzić jednoznacznie, z czym mamy do czynienia, konieczne jest USG piersi.

Przyczyną ginekomastii właściwej (często spotykanej u mężczyzn po 50. roku życia) są zaburzenia hormonalne między poziomem androgenów i estrogenów. Naukowcy doszukują się również przyczyn powstawania ginekomastii w pierwotnej lub wtórnej nadczynności przysadki mózgowej oraz pośrednio w działaniu innych hormonów, tarczycy i nadnerczy.
Lista leków, po których u mężczyzny pojawiają się objawy ginekomastii jest długa. Należą do nich, m.in. leki, które stosuje się w leczeniu niepłodności, oligospermi


czy opóźnionym dojrzewaniu, leki używane przy leczeniu wrzodów żołądka, leki używane w leczeniu nowotworów, anaboliki (mężczyźni zażywający sterydy mają problem z ginekomastią). Do tej listy należy dołożyć (choć naukowcy nie wiedzą jeszcze dlaczego) – leki na reumatoidalne zapalenie stawów, leki stosowane przy leczeniu gruźlicy płuc, a nawet niektóre narkotyki czy płyn na porost włosów!



Narastający problem

Brytyjskie media rozpisywały się na temat ogromnego problemu ginekomastii wśród dorastających chłopców. Problem może nie zaskakiwać, bowiem Brytyjczycy to obecnie jeden z najbardziej otyłych narodów na świecie, a złe wzorce żywieniowe młode pokolenie zdaje się z ochotą adaptować. Chirurg Christian Duncan, który specjalizuje się w przypadkach związanych z otyłością, poinformował w wywiadzie dla DailyMail, że w ciągu roku zoperował co najmniej 20 otyłych chłopców z problemem ginekomastii.

- W moim gabinecie i na moim stole operacyjnym lądują chłopcy, którzy mają problem z prawdziwą ginekomastią gruczołową! Kiedyś to były jednostkowe przypadki, teraz jest ich coraz więcej. Obawiam się również, że ten problem będzie narastał. Jestem przekonany, że zła dieta oraz otyłość sprawiają, że hormony zaczynają źle pracować i pojawia się problem ginekomastii – mówi z przekonaniem Duncan.

W języku angielskim przyjęło się określenie „Moobs” (połączenie słów „men” + „boobs”) co w języku potocznym oznacza męskie cycki. Ginekomastia u dorastających chłopców stwarza dodatkowe problemy braku akceptacji ze strony rówieśników, wyśmiewania i dręczenia z powodu wyglądu.

W tekście „Nice tits” („Fajne cycki” – przyp. red.) opublikowanym w Huffingtonpost.com, w czerwcu br., możemy przeczytać poruszającą historię młodego mężczyzny (Colina Slattery), któremu ginekomastia przyczyniła wielu zmartwień i przykrości. Tekst jest jednocześnie petycją do amerykańskiego rządu, aby usunięcie ginekomastii było objęte ubezpieczeniem społecznym. Slattery argumentuje, że ginekomastia może być przyczyną prawdziwej tragedii w życiu mężczyzny. – Większość osób nie ma pojęcia, czym prawdziwa ginekomastia jest. Niewielu ma w ogóle odwagę mówić o tym publicznie – pisze Colin. – Ginekomastia jest dla mężczyzny powodem ogromnego wstydu, przygnębienia, depresji, podjęcia próby samobójczej, wykluczenia społecznego – dodaje. Slattery wspomina, że w pewnym momencie swojego życia zrezygnował z jakiejkolwiek aktywności fizycznej, żeby tylko nie musieć pokazywać się w samej koszulce. Nosił po kilka warstw ubrań, żeby odstające piersi się nie odznaczały się spod ubrania. Colin Slattery ma dziś 23 lata i nie stać go na opłacenie operacji, która pozwoliłaby mu pozbyć się ginekomastii i tym samym poprawić jakość życia.




Jak sobie z tym radzić?

Ginekomastia może być „samodzielną” dolegliwością lub być rezultatem innej choroby. Jeżeli mamy do czynienia z drugim przypadkiem – leczy się przyczynę. W 50 proc. przypadków ginekomastii nie udaje się ustalić przyczyny. Nazywa się ją wtedy idiopatyczną. Jeżeli ginekomastia nie jest objawem nowotworu sutka, wówczas nie trzeba jej leczyć. Chirurgia i inne zabiegi medycyny estetycznej są po to, aby pacjent poczuł się lepiej i odzyskał pewność siebie.

Bartosz zdecydował się na zabieg CoolSculpting by Zeltiq, który stosuje się głównie do likwidacji tkanki tłuszczowej na brzuchu i udach. – Klinika skonsultowała z dystrybutorem urządzenia w USA czy może ono być użyte także na piersi. Były obawy czy zimno (zabieg działa na zasadzie kriolipolizy, zamrażania i wydalania komórek tłuszczowych – przyp. red.) nie wpłynie niekorzystnie na sutki. Jednak nie było przeciwwskazań, więc udałem się na zabieg – wspomina Bartosz, który jest 1,5 miesiąca po zabiegu. – Po trzech tygodniach mam 6 cm mniej w klatce piersiowej. A to jeszcze nie koniec, bo na ostateczny efekt zabiegu czeka się ok. 2 miesięcy. – Jestem bardzo zadowolony z efektu i zdecydowałbym się raz jeszcze. To nie jest wstydliwe dla mężczyzny – po prostu o siebie dbać – podkreśla. Bartosza do procedury przekonała także mała inwazyjność.
CoolSculpting to nie jedyna metoda pozbycia się ginekomastii. Mężczyznom, którzy źle czują się z wystającymi piersiami, z pomocą przychodzi chirurgia plastyczna. Jeżeli mamy do czynienia, jak w przypadku Bartosza, z ginekomastią tłuszczową wówczas dobrym rozwiązaniem jest liposukcja.

Jeżeli są to i tkanka tłuszczowa i gruczołowa, wówczas chirurg musi usunąć obie tkanki, tę drugą za pomocą cięcia. Aby dowiedzieć się, z jaką tkanką mamy do czynienia konieczne jest USG piersi. Jest ono podstawowym badaniem, po obejrzeniu którego chirurg może podjąć decyzję odnośnie zabiegu. Po obu zabiegach pacjent musi nosić przez jakiś czas specjalną kamizelkę. Niemniej dość szybko może powrócić do normalnego funkcjonowania.

- Sporo mężczyzn z zagranicy przylatuje do Polski w celu usunięcia problemu ginekomastii – mówi Tomasz Zdun, project manager serwisu bookingowego turystyki medycznej. – Kliniki, które współpracują z naszym serwisem oferują usuwanie zarówno lipomastii, jak i ginekomastii właściwej. Na koniec warto wspomnieć o tym, że podczas gdy jedni panowie cierpią i zmagają się z kompleksami posiadania piersi – inni je sobie powiększają. Na drugim biegunie ginekomastii znajdują się operacje plastyczne wszczepienia męskich implantów w klatkę piersiową. Kto i w jakich sytuacjach decyduje się na tego typu operacje? Zwykle panowie, którzy bardzo dbają o wygląd i proporcje swojego ciała. A do tych idealnych brakuje im właśnie męskich implantów, które mają dodawać im męskości



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu

  Resweratrol
Napisane przez: SCREAM - 26.07.2017 10:13 - Odpowiedzi (1)

Odkrycie przez Takaokę nowej substancji roślinnej nie wzbudziło wielkiego zainteresowania w 1939 roku, w szykującej się do wojny Japonii. Nowoodkrytemu związkowi badacz nasz nadał nazwę resveratrol, co – tłumacząc z łaciny – należałoby odczytać: ‘alkoholowa rzecz ciemiężycy’, bo końcówka ol wskazuje w chemii na alkohol, przedrostek res to po łacinie ‘rzecz’, zaś rośliną, z której wyodrębniono bohatera dzisiejszej opowieści, była ciemiężyca wielkokwiatowa – veratrum grandifolium. Gdyby jednak już wtedy Japończycy dysponowali dzisiejszą wiedzą o resweratrolu, zapewne spróbowaliby wykorzystać go do podnoszenia sprawności bojowej żołnierzy swoich jednostek elitarnych, tak jak robili to w tym samym czasie Niemcy, z dopiero co zidentyfikowanym, męskim hormonem płciowym – testosteronem.





Resweratrol sprzedaje się na zachodzie jak ‘świeże bułeczki. W okresie od zakończenia wojny do lat 80., związek ten dość intensywnie badali Japończycy, bo był on głównym składnikiem aktywnym kojo-kon – miejscowej odmiany rdestu ptasiego – tradycyjnego zioła tutejszej medycyny ludowej, to jednak wyniki tych prac nie wyszyły poza obszar Dalekiego Wschodu i w większości nie doczekały się nawet tłumaczenia na język angielski. Głośniej o resweratrolu zaczęło robić się dopiero w latach 80., gdy Siemann i Creasy odkryli go w winogronach i czerwonym winie, i przypisali mu rolę sprawcy tzw. ‘francuskiego paradoksu’ – niskiej zapadalności mieszkańców basenu Morza Śródziemnego na choroby układu krążenia, pomimo wysokiego spożycia tłuszczów zwierzęcych i cholesterolu – składników pokarmowych, znanych ze swych silnych właściwości promiażdżycowych. I chociaż później dowiedziono również skuteczności resweratrolu w zapobieganiu rozwojowi różnego typu nowotworów, to jednak jeszcze nie te właściwości zadecydowały o jego błyskotliwej karierze… ‘Bum resweratrolowy’ nastąpił wkrótce po tym, jak w trakcie prac badawczych ustalono, że związek ten silnie (13-krotnie) aktywuje tzw. ‘ enzymy młodości’ – sirtuiny – przedłużające o kilkadziesiąt (nawet o 70) procent czas życia organizmów doświadczalnych i zwierząt laboratoryjnych, w tym blisko spokrewnionych z ludźmi ssaków naczelnych. Dodatkowo wykazano, że resweratrol sprzyja intensywnemu spalaniu tłuszczu i szybkiej redukcji tkanki tłuszczowej, co powiększyło grono jego fanów o osoby z tendencją do tycia. Do grona konsumentów resweratrolu, obok amatorów długiego, zdrowego i szczupłego życia, błyskawicznie dołączyli sportowcy; kiedy badania udowodniły, że związek ten niezwykle efektywnie wspomaga rozwój wydolności tlenowej niemal z taką samą skutecznością, jak sterydy anaboliczne rozwój masy mięśniowej. Jednak wyniki kilku nowych prac, w tym omawianego tu dzisiaj, najaktualniejszego doświadczenia, wydają się dowodzić, że równie duże korzyści z suplementacji resweratrolu mogą uzyskać zawodnicy dyscyplin siłowych i sylwetkowych. I nie chodzi tu tylko o efekt redukcji tłuszczu podskórnego – też ważny w niektórych z tych konkurencji – ale o wpływ resweratrolu na ochronę i regenerację mięśni oraz ewentualny rozwój ich siły i masy…





Środki anaboliczne, pobudzające syntezę białek i zatrzymujące białko w mięśniach (i kościach, ale ten temat nie będzie przedmiotem dzisiejszych rozważań), a tym samym sprzyjające utrzymaniu odpowiedniej masy tej tkanki, to niezwykle atrakcyjna grupa ‘medykamentów’ dla lecznictwa, hodowli i sportu. W medycynie chodzi głównie o leczenie różnych postaci wyniszczenia (charłactwa), przebiegających z drastyczną utratą masy mięśniowej, będących powikłaniem głodzenia, procesów starzenia się organizmu (sarkopenia), chorób układu pokarmowego i oddechowego, cukrzycy, nadczynności tarczycy, dysfunkcji przysadki lub podwzgórza, chorób psychicznych (anoreksji, depresji, schizofrenii, nerwicy), gruźlicy, zakażeń pasożytniczych, dializoterapii, długotrwałej terapii przeciw-cholesterolowej czy nowotworów (kacheksja). Do głębokiej utraty masy mięśniowej dochodzi również w przypadkach długotrwałego unieruchomienia po skomplikowanych operacjach i rozległych urazach ciała. Dzisiejsze czasy niosą również nowe wyzwania – utrata masy mięśniowej jest bodaj najpoważniejszym powikłaniem długiego przebywania w stanie nieważkości, więc z tym problemem też musi zmierzyć się współczesna medycyna, jeżeli marzą się nam dalekie podróże kosmiczne lub akcje kolonizacyjne księżyca. Natomiast w hodowli chodzi o szybszy przyrost wagi rzeźnej zwierząt, a co za tym idzie – większe zyski producentów żywności (przy okazji – może też o rozwiązanie problemu globalnego deficytu białka pokarmowego). W sporcie – wiadomo (!) – o szybszy rozwój większej masy mięśniowej, determinującej poziom wytrenowania, szczególnie w dyscyplinach siłowych i sylwetkowych.





Tutaj należy podkreślić, że ubytek masy mięśniowej skutkuje nie tylko problemami lokomocyjnymi lub siłowymi, prowadzącymi do upadków i złamań – czy generalnie – utrudniającymi codzienną egzystencję osób chorych i starszych… Tkanka mięśniowa jest też niezwykle ważną strukturą metaboliczną, szczególnie żywotnie zaangażowaną w regulację poziomu cukru we krwi oraz gospodarkę tłuszczową i cholesterolową, więc jej deficytowi towarzyszą zazwyczaj poważne zaburzenia metaboliczne, objawiające się pogorszeniem tolerancji glukozy i obniżeniem wrażliwości na insulinę, a także rozwojem zmian miażdżycowych. Masa mięśniowa stanowi też o estetyce naszego ciała… Panowie zazwyczaj dobrze o tym wiedzą, podczas gdy Panie często nie zdają sobie z tego sprawy. Niejednokrotnie, stosując restrykcyjne i nieracjonalne diety, przy braku odpowiedniej aktywności ruchowej, gubią wprawdzie wagę, ale tracą głównie białka mięśniowe, a jedynie w niewielkim stopniu – tłuszcz zapasowy. I tu należy przypomnieć, że tzw. ‘jędrna pupa’ – to wysoka jakość mięśnia pośladkowego, przy niskim poziomie oblekającej go tkanki tłuszczowej.




Ostatecznie widzimy więc, że skuteczne i bezpieczne środki anaboliczne – jeżeli tylko zostaną odkryte lub zsyntetyzowane – przyniosą trudne do przecenienia korzyści dla naszego zdrowia, portfela i naszej sylwetki. Problem jedynie w tym, że niemal wszystkie, stosowane dziś leki anaboliczne, poza małymi wyjątkami, są pochodnymi męskiego hormonu płciowego – testosteronu. W związku z tym – działają nie tylko anabolicznie, czyli wzrostowo na mięśnie i kości, ale też androgennie – rozwijają męskie cechy i gruczoły płciowe, i dlatego też nazywane są w nomenklaturze naukowej – steroidami anaboliczno-androgennymi. Te cechy znacząco ograniczają ich wykorzystanie, co zrozumiale, w leczeniu kobiet i dzieci, ale nawet i mężczyzn – bo tutaj prowadzą do przerostu i innych schorzeń prostaty. Widać jasno, że hodowcy też mają ‘skrępowane ręce’ w wykorzystaniu tego typu środków, gdyż te – kumulując się w tkankach zwierząt – mogą szkodzić spożywającym je konsumentom. Trudno również rekomendować sterydy anaboliczne sportowcom, nawet tym – trenującym dla siebie i nie podlegającym jurysdykcji Komisji Antydopingowej (leki te są w sporcie zakazane), gdyż koszt zdrowotny ich stosowania może przewyższyć pożytek dla formy. W tej sytuacji – farmakologia poszukuje od ponad pół wieku, pośród syntetycznych molekuł, bezpiecznych anabolików, pozbawionych aktywności androgennej. Jednak – jak dotąd – wciąż raczej tylko z perspektywami na przyszłość, za to bez spektakularnych rezultatów na dzień dzisiejszy. Nic więc też dziwnego, że bardziej niecierpliwi czy też naturalistycznie nastawieni naukowcy wzięli się tutaj za testowanie składników roślinnych. Na ten stan rzeczy nakłada się jeszcze jeden fakt – kilka lat temu wycofano z rynku amerykańskiego grupę hormonów steroidowych, naturalnie występujących w ludzkim organizmie, nazywanych obiegowo prohormonami, które można było nabywać tam bez przepisu lekarza, a które były zazwyczaj oferowane przez ich producentów – jako suplementy sportowe. Tę lukę trzeba oczywiście czymś zapełnić (rynek nie znosi próżni), a z reguły bezpieczne związki roślinne wydają się tutaj najlepszymi, naturalnymi kandydatami…






Stephane Blanc i Iman Momken z Uniwersytetu w Strasburgu (badanie opublikowane w czerwcu 2011 roku), kierując wieloośrodkowym zespołem naukowców, zawiesili na 15 dni dwie grupy szczurów za tylne łapy, co miało naśladować stan nieważkości lub unieruchomienie po wypadku – sytuacje związane z brakiem aktywności ruchowej. Jedna grupa podwieszonych szczurów otrzymywała resweratrol, podczas gdy druga – nie. Zarówno w przypadku braku grawitacji, jak też aktywności ruchowej, dochodzi do intensywnego rozpadu białek i głębokich zmian degeneracyjnych w obrębie tkanki mięśniowej: mięśnie zanikają – stają się małe i słabe. Szczury z grupy bez resweratrolu utraciły więc dużo masy i siły mięśniowej. Natomiast gryzonie pałaszujące resweratrol zachowały prawidłowy bilans białkowy, odpowiednią masę szybko- i wolnokurczliwych włókien mięśniowych, właściwe napięcie spoczynkowe oraz maksymalną siłę skurczu muskułów.

W badaniu tym naukowcy wyodrębnili jeszcze dwie, dodatkowe grupy zwierząt – szczury pozostawione w spokoju i bez żadnej interwencji farmakologicznej oraz szczury nie męczone podwieszaniem, a otrzymujące jedynie odpowiednią dawkę resweratrolu. Co niezwykle ciekawe – waga (masa) wybranego do testu mięśnia płaszczkowatego łydki oraz poziom netto zatrzymywania białka w organizmie, w tej ostatniej grupie były właśnie najwyższe. A ciekawe jest to z tego powodu, że dowodzi, iż podawanie resweratrolu nie tylko zapobiega deficytom masy mięśniowej w sytuacji unieruchomienia czy nieważkości, ale sprzyja też rozwojowi muskułów u normalnych, zdrowych osobników.

Wyniki tego badania uznano za niezwykle cenne i wręcz przełomowe, gdyż wszystkie stosowane do tej pory w sytuacji unieruchomienia środki – chociaż czasami dawały pewną poprawę – nie do końca spełniały pokładane w nich nadzieje. Uzyskane rewelacje naukowcy próbowali oczywiście wytłumaczyć na poziomie molekularnym, przywołując przy tym zarówno wyniki swoich, jak też wcześniejszych prac innych zespołów badawczych…





Już od długiego czasu wiemy, że stan nieważkości lub unieruchomienie prowadzą do głębokich zaburzeń hormonalnych; dochodzi tutaj do wzrostu poziomu kortyzolu we krwi oraz rozwoju oporności tkanki mięśniowej na insulinę (insulinooporności). Kortyzol jest hormonem katabolicznym, promującym rozpad białek mięśniowych, zaś insulina – hormonem anabolicznym, silnie stymulującym ich wytwarzanie oraz potęgującym napływ energetycznej glukozy do wnętrza komórek mięśniowych. Tak więc zarówno nadmiar kortyzolu, jak też obniżona wrażliwość tkanki mięśniowej na insulinę, prowadzą do utraty masy i spadku siły muskułów. Natomiast resweratrol, jak dowiodły wcześniejsze badania oraz praca cytowana powyżej, kreuje obraz hormonalny, niezwykle korzystny dla potrzeb egzystencjalnych tkanki mięśniowej…

Zdecydowanie obniża poziom katabolicznego kortyzolu! W 2005 roku, w badaniu na szczurach, Supronsilchai obserwował 47-procentowy spadek syntezy kortykosteronu w odpowiedzi na ACTH, w nadnerczach zwierząt karmionych resweratrolem. (Nadnercza to gruczoły wytwarzające kortyzol, kortykosteron to szczurzy odpowiednik ludzkiego kortyzolu, zaś ACTH to hormon przysadki mózgowej, pobudzający nadnercza do produkcji kortykosterydów – całej tej grupy hormonów katabolicznych.) W omawianym wyżej badaniu Momkena, w grupie podwieszonych oraz w grupie nie podwieszonych szczurów otrzymujących resweratrol, poziom kortykosteronu był odpowiednio o ok. 25 i 55 procent niższy, aniżeli w grupie zwierząt podwieszonych, pozbawionych wspomagania resweratrolem. Uważa się, że ujemny wpływ na produkcję kortykosterydów jest tutaj głównie efektem inhibicji (hamowania) przez resweratrol 21-hydroksylazy – enzymu o kluczowym znaczeniu dla syntezy całej tej grupy hormonów.

Resweratrol intensyfikuje transport glukozy do wnętrza komórek mięśniowych i zwiększa wrażliwość tkanki mięśniowej na insulinę – a co za tym idzie – przeciwdziała rozwojowi insulinooporności. Takie wnioski wyłaniają się zarówno z pracy Momkena, jak też z badań innych autorów: Bauer (2006), Lagouge (2006), Su (2006), Chi (2007), Park (2007), Barger (2008), Deng (2008). Taka aktywność resweratrolu wynika po części z jego stymulującego wpływu na wspominane wcześniej sirtuiny, czyściwo zaś ze zdolności do podnoszenia poziomu adiponektyny (Wang, 2011) – hormonu współpracującego w mięśniach z insuliną. Oba te hormony wpływają bowiem dodatnio na transportery glukozy – GLUT4 – przenoszące cząsteczki tego cukru z krwiobiegu do komórek mięśniowych: podczas gdy insulina mobilizuje je z wnętrza komórki do błony komórkowej, adiponektyna zwiększa liczbę ich cząsteczek, stymulując produkcję.

Co najmniej tak samo silnym anabolikiem, jak insulina, jest najważniejszy męski hormon płciowy – antagonista katabolicznego kortyzolu – testosteron. Testosteron działa między innymi w ten sposób, że pobudza w komórkach mięśniowych produkcję molekuł insulinopodobnego czynnika wzrostu – IGF-1, który – na co już jego nazwa wskazuje – wpływa tak samo silnie stymulująco na anabolizm białek mięśniowych i domięśniowy transport glukozy, jak insulina. (Sportowcy często wstrzykują sobie jeden i drugi hormon – IGF-1 i testosteron – w celu przyspieszenia rozwoju siły i masy mięśniowej.) Natomiast Sunhee Shin uzyskał prawie 52-procentowy wzrost poziomu testosteronu u samców myszy karmionych przez 28 dni reweratrolem. Jak donosił Wang reweratrol ogranicza aktywność i zmniejsza stężenie aromatazy – enzymu przekształcającego testosteron w estradiol. A że estradiol, poprzez tzw. mechanizm ujemnego sprzężenia zwrotnego, hamuje produkcje testosteronu, dlatego blokada aromatazy może leżeć u podstaw opisanego wyżej zjawiska – wzrostu poziomu tego męskiego hormonu płciowego w efekcie podawania reweratrolu.





Największy udział w ochronnym działaniu resweratrolu na mięśnie (w tym – utrzymaniu ich wrażliwości na insulinę) ma jednak zapewne jego stymulujący wpływ na aktywność wspominanych na wstępie ‘enzymów młodości’ – sirtuin. Istnieją dwa zasadnicze sposoby aktywacji enzymów: pierwszy – jakościowy – gdzie cząsteczka jakiegoś przekaźnika informacji wiąże się z enzymem i tak zmienia kształt jego białka, że ten zwiększa swoją aktywność katalityczną, i drugi – ilościowy – gdzie jakaś cząsteczka sygnałowa oddziałuje na tzw. czynniki transkrypcyjne, pobudzające geny do wzmożonej produkcji molekuł białkowych danego enzymu, a im więcej cząsteczek enzymu – tym, wiadomo, silniejsza ich aktywność katalityczna. W przypadku reweratrolu niezwykle ciekawe jest to, że związek ten na pewno aktywuje sirtuiny pierwszym, a najprawdopodobniej również i drugim sposobem. Tak jednak, jak pierwszy sposób udokumentowano dosyć szczegółowo, tak drugiego jeszcze dokładnie nie prześledzono.

W naturalny sposób sirtuiny ulegają aktywacji w mięśniach, w sytuacji niedostatku energetycznego, spowodowanego np. niskokaloryczną dietą, gdyż są enzymami adaptującymi organizm do egzystencji przy dyskomforcie energetycznym. Niedobór pożywienia skutkuje pobudzeniem wspominanych czynników transkrypcyjnych, sygnowanych w tym przypadku skrótem FoxO3a, które pobudzają geny do wzmożonej produkcji białek konkretnej grupy sirtuin – SIRT1. Przez pewien czas uważano więc, że sirtuiny wpływają raczej negatywnie na mięśnie, hamując w ich komórkach syntezę białek, gdyż proces ten wymaga wysokich nakładów energetycznych. Ostatnio jednak cała ta sprawa bardzo się zagmatwała… Niedobór energetyczny powstaje też przecież w efekcie wysiłku fizycznego, więc sirtuiny – jak dowiedziono – i tutaj włączają się intensywnie do akcji; najprawdopodobniej po to, aby ochraniać muskuły przed negatywnymi konsekwencjami wytężonej pracy. Okazało się, że również napięcie mechaniczne włókien mięśniowych podczas ich pracy pobudza geny do wzmożonej produkcji SIRT1 – tyle tylko, że za pośrednictwem innych czynników transkrypcyjnych – EGR1. Ustalono, że sirtuiny nie ograniczają przerostu tkanki mięśniowej, indukowanego ciężkim wysiłkiem fizycznym, pomimo że – faktycznie – spowalniają nieco anabolizm. Okazuje się bowiem, że stres oksydacyjny (nadmiar wolnych rodników), wywołany np. ciężkim treningiem siłowym, aktywuje w komórkach mięśniowych inne enzymy – tzw. polimerazy poli(ADP-rybozy) – PARP. Natomiast PARP silnie konkurują z sirtuinami o NAD – koenzym nieodzowny do pracy jednych i drugich enzymów – i czasowo pozbawiają je aktywności. Enzymy te konkurują też z sirtuinami na szlakach anabolicznych, które wzmacniają, jak również aktywują najsilniejszy czynnik transkrypcyjny, pobudzający geny komórek mięśniowych do syntezy białek – NFkB. Sirtuiny włączają się natomiast do akcji dopiero po pewnym czasie od zakończenia treningu, kiedy to wyhamowują aktywność PARP na trzy sposoby – poprzez konkurencję o NAD i szlaki anaboliczne, jak również – poprzez wpływ na same PARP; sirtuiny zmieniają bowiem strukturę tych enzymów, usuwając z nich cząsteczkę kwasu octowego (chodzi tutaj o zjawisko tzw. deacetylacji, o którym będzie jeszcze mowa – poniżej). Naturalna konkurencja pomiędzy tymi enzymami jest najprawdopodobniej nieodzownym warunkiem rozwoju tkanki mięśniowej w odpowiedzi na trening siłowy. Kiedy bowiem przewagę zdobywają po pewnym czasie sirtuiny, wprawdzie spowalniają nieco anabolizm, ale jednocześnie niezwykle silnie hamują katabolizm. Ogólnie spowalniają więc tzw. obrót białkowy (protein turnover), co ostatecznie skutkuje jednak większym zatrzymywaniem białek (mniej białek powstaje, ale znacznie więcej zostaje oszczędzonych), czyli korzystnym bilansem białkowym. Jeżeli sirtuiny nie włączają się do akcji, jak ma to miejsce w tkance mięśniowej staruszków (sarkopenia), odpowiedź wzrostowa mięśni na trening oporowy jest bardzo ograniczona. Wtedy to bowiem działają tylko szlaki metaboliczne, kontrolowane przez PARP, które kształtują niezwykle szybki obrót białkowy – silny anabolizm przy jednocześnie bardzo silnym katabolizmie. Ta sytuacja korzystna jest tylko krótko po zakończeniu wysiłku. Teraz w komórkach mięśniowych pojawia się bowiem ogromna ilość białek uszkodzonych naprężeniami mechanicznymi i ubocznymi produktami przemiany materii (np. wolnymi rodnikami). Białka te muszą zostać usunięte i zastąpione nowymi – zdrowymi i funkcjonalnymi. Teraz więc szybki obrót białkowy ma swoje głębokie uzasadnienie: szybki katabolizm rozbija uszkodzone białka na aminokwasy, podczas gdy równolegle szybki anabolizm buduje z odzyskanych aminokwasów nowe białka – silne mechanicznie i sprawne metabolicznie. Kiedy jednak stan szybkiego obrotu białkowego, nie spowalnianego sirtuinami, przedłuża się niezasadnie – katabolizm zaczyna górować nad anabolizmem, rozbijaniu ulegają też białka – kiedy brakuje już uszkodzonych – zdrowe i funkcjonalne, co skutkuje ostatecznie ustaleniem niekorzystnego bilansu białkowego.


Część 1



Załączone pliki Miniatury
   
Wydrukuj tę wiadomość Wyślij tę wiadomość znajomemu



Copyright © Ciemnastronamocy.pl 2017 Community Software by MyBB.